Ciekawostka:
W starożytności nigdy nie wykorzystywano niewolników jako wioślarzy. To zbyt trudna praca, wymagająca dużego zgrania całej załogi, żeby osoby bez dobrego przygotowania ją wykonywały.
@konio-tar Tak? To ciekawe, że można przeczytać, że pojmanym ucinano kciuki, żeby nie byli w stanie chwycić broni, ale mogli wiosłować. To był chyba Ksenofont, ale teraz pewności nie mam.
Zawsze uważałem, że stanowiska leaderów są nikomu do niczego niepotrzebne a jeśli już to na pewno w obecnej formie typa lub typiary (przysięgam, kobiety na stanowiskach leadera to dramat), którzy jedynie raportują wyniki i bardziej przeszkadzają w robocie niż odwrotnie wymyślając kolejne bezsensowne zadania potrzebne na wczoraj, nie powinny być lepiej płatne niż ludzi, którzy ogarniają największy syf. Powinien być jakiś kierownik zmiany jak na produkcji, który za dodatkowe obowiązki dostaje więcej ale zapie*dala jak cała reszta. Przeszedłem to w 4 korporacjach, obecnie moim przełożonym jest typ z Afryki, który robotę dostał w ramach „zabarwiania firmowego”. Typ ma jawnie na wszystko wyje*ane ale dzięki temu niby jest a jednak go nie ma dzięki czemu mogę spokojnie zająć się własną robotą.
Ciekawostka: W starożytności nigdy nie wykorzystywano niewolników jako wioślarzy. To zbyt trudna praca, wymagająca dużego zgrania całej załogi, żeby osoby bez dobrego przygotowania ją wykonywały.
@konio-tar Tak? To ciekawe, że można przeczytać, że pojmanym ucinano kciuki, żeby nie byli w stanie chwycić broni, ale mogli wiosłować. To był chyba Ksenofont, ale teraz pewności nie mam.
Kapitan też zaczynał od wioślarza, do wszystkiego doszedł sam!
Zawsze uważałem, że stanowiska leaderów są nikomu do niczego niepotrzebne a jeśli już to na pewno w obecnej formie typa lub typiary (przysięgam, kobiety na stanowiskach leadera to dramat), którzy jedynie raportują wyniki i bardziej przeszkadzają w robocie niż odwrotnie wymyślając kolejne bezsensowne zadania potrzebne na wczoraj, nie powinny być lepiej płatne niż ludzi, którzy ogarniają największy syf. Powinien być jakiś kierownik zmiany jak na produkcji, który za dodatkowe obowiązki dostaje więcej ale zapie*dala jak cała reszta. Przeszedłem to w 4 korporacjach, obecnie moim przełożonym jest typ z Afryki, który robotę dostał w ramach „zabarwiania firmowego”. Typ ma jawnie na wszystko wyje*ane ale dzięki temu niby jest a jednak go nie ma dzięki czemu mogę spokojnie zająć się własną robotą.
Niby narzekasz, ale wiesz że dobrze płacą za symulowanie pracy i jest to odwrotność zapierdalania na galerze
Słyszysz w nowej robocie teksty typu "jesteśmy tutaj jedną wielką rodziną" to s*******aj zanim ci się Syndrom Sztokcholmski włączy.
Im dłużej narzekasz sobie na obecne korpo, tym mniej czasu poświęcasz na szukanie lepszego ;).
Wszyscy razem to jedna rodzina dopóki do gry nie wchodzi klima xD
"Bawmy się tym!"