No dobra, tyle memów było w tej tematyce, że jeszcze trochę i zacznę w nie wierzyć.
Dlatego proszę pod moim komentarzem o zgłaszanie się osób, którym postawiono takie ultimatum. Jeśli faktycznie taka sytuacja miała miejsce, to proszę podać, w jakim było się wieku.
Nigdy bym nie powiedziała mężowi, żeby zrezygnował dla mnie z jakiegokolwiek hobby, ale też mój mąż nigdy nie zachowywał się tak, żebym miała czuć się zaniedbana. Czasem któreś z nas złapie jakąś fazę na grę, serial, książkę cokolwiek, od których nie może się oderwać i wtedy mniej rzeczy robimy wspólnie, a potem sobie po prostu nadrabiamy jak daną rzecz skończymy i tyle.
@karczmarz No i wracasz, a tam szok, posprzątane! Bo sam sobie posprzątałeś!
Bo współlokator nie wpadł na pomysł aby zrobić sobie obiad, uwalić pół kuchni i zapomnieć o temacie na kilka dni. Dlatego wiele ludzi jak wchodzi w związki to sobie robią z drugiej osoby takiego wygodnego współlokatora który po sobie sprząta i nawet jak im się ten związek nie klei to w nim gniją, z wygody że ugotowane i wyprane.
@neratin-ceka póki co upośledzony to jesteś ty skoro nie ogarnąłeś że nie mówię o usługiwaniu/wyręczaniu jej czy podcieraniu dupy a o poświęceniu uwagi
@remku Facet tez ma prawo do relaksu, nie widzę nic złego w graniu w gry, pod warunkiem ze zna się umiar, bo można wpaść w nałóg, podobnie jak przy alkoholu i wielu innych rzeczach. Mem dotyczy raczej kobiet, które dostają wkurwa jak tylko ich facet ośmieli się usiąść i nic nie robić.
Sama gra, kocham grać, jednak należy odróżnić granie dla pasji w wolnym czasie, a zaniedbywaniem obowiązków i drugiej osoby w związku.
A jakby ktoś mi zabronił grać, bo uznałby to za głupie hobby i marnowanie czasu to wolałabym zostać sama z grami :)
@cozazjebanapogoda dokładnie, i tak samo ze wszystkim innym. Jeśli jakaś rzecz sprawia, że związek staje się tylko formalnością bo nie ma interakcji a druga osoba jest traktowana jak coś co leży w kącie i czeka aż ktoś znajdzie dla niej czas to jest problem. Ale jak ktoś stawia ultimatum, że prócz niego nie może być w życiu partnera niczego innego dla niego ważnego czy sprawiającego przyjemność to po prostu to jest toksyczne. Tak samo np toksyczne będzie zakazywanie spotkań z kolegami, bo to poniekąd traktowanie partnera jak własności, chyba że partner tyle czasu spędza z kolegami, że druga osoba żyje tak, jakby była sama albo jest sprowadzona do roli kogoś, kto ma po tym partnerze wszystko ogarniać i dbać o całe "ognisko domowe" a ten tylko czasem na chwilę zawita. Wtedy faktycznie ma prawo się czegoś domagać.
Nie powiedział nigdy nikt
No dobra, tyle memów było w tej tematyce, że jeszcze trochę i zacznę w nie wierzyć. Dlatego proszę pod moim komentarzem o zgłaszanie się osób, którym postawiono takie ultimatum. Jeśli faktycznie taka sytuacja miała miejsce, to proszę podać, w jakim było się wieku.
edytowano: 3 lata temuA teraz wstawcie sobie zamiast "gry" - "wódka" i przeczytajcie jeszcze raz.
@belice A w miejsce "ja" - "XXIV dywizja pancerna Wehrmachtu". Szach-mat
@jaros Też może być zabawne, ale pojawia się tylko raz.
Nigdy bym nie powiedziała mężowi, żeby zrezygnował dla mnie z jakiegokolwiek hobby, ale też mój mąż nigdy nie zachowywał się tak, żebym miała czuć się zaniedbana. Czasem któreś z nas złapie jakąś fazę na grę, serial, książkę cokolwiek, od których nie może się oderwać i wtedy mniej rzeczy robimy wspólnie, a potem sobie po prostu nadrabiamy jak daną rzecz skończymy i tyle.
@u-u68 Najgorzej, gdy para wszystko robi razem. Popieram Twoje podejście.
@karczmarz qpę tesz?* W oczy sobie wtedy patrzą, czy jak? *pisownia celowa
@munga Nie, krzyżują tory lotu
@u-u68 granie w gierki a hobby to dwie różne sprawy.
@ellsworth Dla kogoś granie w gry też może być traktowane jak hobby.
Po cholerę być w związku, jak ktoś nie chce nic do niego dokładać. Można wynająć pokój zamiast kawalerki jak ktoś chce mieć taniej.
edytowano: 3 lata temu@mazona Pokój vs kawalerka, where różnica?
@karczmarz dobre 800 zł miesięcznie w kieszeni, przynajmniej u mnie w mieście :(
@karczmarz Prywatny kibel, prysznic i kuchnia.
@karczmarz No i wracasz, a tam szok, posprzątane! Bo sam sobie posprzątałeś! Bo współlokator nie wpadł na pomysł aby zrobić sobie obiad, uwalić pół kuchni i zapomnieć o temacie na kilka dni. Dlatego wiele ludzi jak wchodzi w związki to sobie robią z drugiej osoby takiego wygodnego współlokatora który po sobie sprząta i nawet jak im się ten związek nie klei to w nim gniją, z wygody że ugotowane i wyprane.
Kamil wstawaj, zesrałeś się!
Jeśli wolisz zajmować się grami niż swoją kobietą to coś z tobą nie tak
@remku Zajmować się kobietą? A co ona upośledzona?
@neratin-ceka póki co upośledzony to jesteś ty skoro nie ogarnąłeś że nie mówię o usługiwaniu/wyręczaniu jej czy podcieraniu dupy a o poświęceniu uwagi
@remku jeśli nie pozwala się w związku zatęsknić to powstaje rutyna a to doprowadza do rozpadu. Trzeba mieć w związku czas dla siebie właśnie po to
@remku Facet tez ma prawo do relaksu, nie widzę nic złego w graniu w gry, pod warunkiem ze zna się umiar, bo można wpaść w nałóg, podobnie jak przy alkoholu i wielu innych rzeczach. Mem dotyczy raczej kobiet, które dostają wkurwa jak tylko ich facet ośmieli się usiąść i nic nie robić.
czuję PiS
Sama gra, kocham grać, jednak należy odróżnić granie dla pasji w wolnym czasie, a zaniedbywaniem obowiązków i drugiej osoby w związku. A jakby ktoś mi zabronił grać, bo uznałby to za głupie hobby i marnowanie czasu to wolałabym zostać sama z grami :)
@cozazjebanapogoda dokładnie, i tak samo ze wszystkim innym. Jeśli jakaś rzecz sprawia, że związek staje się tylko formalnością bo nie ma interakcji a druga osoba jest traktowana jak coś co leży w kącie i czeka aż ktoś znajdzie dla niej czas to jest problem. Ale jak ktoś stawia ultimatum, że prócz niego nie może być w życiu partnera niczego innego dla niego ważnego czy sprawiającego przyjemność to po prostu to jest toksyczne. Tak samo np toksyczne będzie zakazywanie spotkań z kolegami, bo to poniekąd traktowanie partnera jak własności, chyba że partner tyle czasu spędza z kolegami, że druga osoba żyje tak, jakby była sama albo jest sprowadzona do roli kogoś, kto ma po tym partnerze wszystko ogarniać i dbać o całe "ognisko domowe" a ten tylko czasem na chwilę zawita. Wtedy faktycznie ma prawo się czegoś domagać.