Interstellar - jakim trzeba być głębem by nie zrozumieć o co chodziło z miłością i czwartym wymiarem?
To porównanie powstało dlatego że my jako ludzie postrzegający tylko 3 wymiary nie jestesmy w stanie zrozumieć tego jak może wygladać świat posiadający wiecej wymiarów. Podobnie jak nie rozumiemy miłości.
Dlatego potrzeba było użyć czegoś co połączy te oba światy i dokładnie to tłumaczy Cooper w filmie gdy trafia do tesseraktu który jest po prostu wizualizacją tego co ich łączy. Widac to chocby po tym ze jest to "pokój małej dziewczynki". Miłośc ojca i córki która jest ponad czasowa i ponad wymiarowa. To wlasnie miłosc do dzieci poprowadziła Josepha w podróż do innej galaktyki. To dlatego został wybrany przez "byt" ludzki z przyszłosci (dlatego pojawily się koordynaty w ich domu) ze względu na potężną wieź jaka łączy go z dziećmi.
Przez cały film Joseph daje świadectwo tego że robi to w obronie swych dzieci. Wspomina o tym w chwili gdy rozmawia z Profesorem Brand, następnie gdy rozmawia z córką profesora. Dlatego też pojawia się scena w której przegląda zapisy wideo swoich dzieci.
Na samym końcu pojawia sie scena gdy spotyka się ze swoją leciwą już córką - jest to element kulminacyjny ukazujący ich więź ponad czasem i przestrzenią.
Sama Brand wspomina o tym czym jest miłośc bo rozmawiają o tym z cooperem.
Straszne to że ktoś tego nie zrozumiał bo jest to niesamowity sposob na ukazanie więzi i tego do czego człowiek jest zdolny w imie miłości.
Czwarty wymiar jest nie do ukazania dla kogos kto zyje w 3 wymiarach.
@koparkaapokalipsy no wlasnie nie. bo nie chodzi o łatanie tylko o to by jakos przedstawić logicznie cos cos jest dla nas niepojęte.
Jest to doskonale w filmie wyjaśnione od samego początku.
Byt z przyszłosci wie ze Cooper nie zrozumie ideii wielowymiarowej więc uproscili mu to uzywając jego miłości do córki by za jego pomocą przekazać informację która ocali ludzi.
Mozna by się zastanawiać dlaczego nie przeslali tej informacji samemu profesorowi Brand - to tez wynika z filmu. Chodzi o więź i cały tesserakt to po prostu reprezentacja więzi coopera i murphy. Cooper jest pilotem oraz ojcem który chce uratować swoje dzieci (od pierwszych 5min w filmie jest o tym informacja). Dlatego został wybrany wlasnie z tych 2 powodów.
Jeśli ktoś nie wyłapał tego w filmie to bardzo wiele stracił oglądając go do końca bo jest to bardzo istotny element narracji.
Scena z zegarkiem nie jest przypadkowa (także na końcu).
@kimato okej, czyli jesli nauczyciel nie umie wytłumaczyć studentom dylatacji czasu i na wykładzie zaserwuje im kremówki, bo wszyscy bardzo lubią kremówki to znaczy, że jest świetnym nauczycielem i zbudował cudowną, złożoną, trafną metaforę?
Bo miłoźdź z przestrzenią czterowymiarową ma wspólnego dokładnie tyle, że scenarzyści musieli do filmu wrzucić jakiś łzawy wątek z dupy, bo inaczej mało bystrym ludziom by się nie podobał.
@koparkaapokalipsy wez mi objasnij o czym ty gadasz? Jakie kremowki? jaki nauczyciel?
Rezyser nie ma za zadanie tłumaczyc ludziom fizyki kwantowej i teorii wielowymiarowej tylko zrobić film tak by normalny statystyczny kowalski po zawodówce go zrozumiał.
A po drugie to nie jest film dokumentalny tylko S-F i nie chodzi w dyskusji o to czy wątek dotyczacy miłości jest potrzebny czy nie tylko o fakt porównania do kwesti wielowymiarowej.
Jest to banalnie prosty zabieg i skuteczny ale jak ktos tego nie rozumie to nie zrozumial polowy filmu.
@kimato ...
Zdaje się, że czwarty wymiar Cooperowi tlumaczyli ludzie z przyszłości, a nie reżyser. Może to przypomnienie pomoże Ci zrozumieć tę prostą analogię.
@kimato "Byt z przyszłosci wie ze Cooper nie zrozumie ideii wielowymiarowej więc uproscili mu to uzywając jego miłości"
Rozumiem, że można nie rozumieć, co ktoś inny pisze, ale żeby nie rozumieć, co się samemu pisze to już naprawdę niezwykłe.
@koparkaapokalipsy wychodzi na to ze dalej nie rozumiesz. Przeczytaj ze 20razy moze zaskoczysz.
Byt z przyszlosci tłumaczy cooperowi a reżyser tym zabiegiem tłumaczy widzowi bo logiczne jest że reżyser nie może tłumaczyć cooperowi tego samego. TO JEST FILM
@kimato Nnnnnno brawo, jeszcze troszeczkę wysiłku w tym stylu i może wreszcie zrozumiesz mój komentarz o nauczycielu i kremówkach. Super, robisz postępy! Way to go!
W drugiej części Fantastycznych Zwierząt scena, w której okazuje się, dlaczego Dumbledore nie może walczyć z Grindewaldem.
Myślałam, że może to będzie jakieś bardziej życiowe - że emocje są za silne i Dumbledore boi się, że jak go zobaczy to pęknie i straci zimną krew, poniesie go wściekłość albo odwrotnie, nie będzie umiał go skrzywdzić.
Ale nie.
Nie mogą walczyć bo zrobili sobie różowe wisiorki przyjaźni z Bravo Girl.
Ostatniej części STAR WARS nie oglądałem w kinie jako jedynej. Dopiero później w domu jak się na HBO GO pojawił. Fakt, że nie poszedłem na film był po prostu zawód całą nową trylogią. Ale gdy w końcu zacząłem oglądać. Gdy w napisach początkowych powiedzieli "Palpatine powraca" aż pauze wcisnąłem "NIE. NO K***A NIE. NIE NIE NIE!!!" film przebolałem. Był zły właściwie w każdym momencie. Nawet w finale. Prosiło się o powsadzanie tam duchów mocy tych wszystki Jedi. To mogło jeszcze naprawić część filmu. No ale nie zrobiono tego oczywiście. Najlepszą robotę w filmie robi Adam Driver. To jest jedyna postać, która ratuje trylogię, a też rewelacją nie jest. Zresztą początkowo mnie najbardziej odrzucał właśnie on. Później okazało się, że chyba tylko jemu zależało by jakoś zagrać to uczciwie. Nie da się bronić trylogii. Jest spaprana, przesiąknięta feminizmem, poprawnością polityczną i cholera wie czym jeszcze. Za to wyprana z sensu. Po niej widać jak rewelacyjne były Prequele. Rey jest tak doskonałym bohaterem bez wad, że to aż boli. Dziewczyna z pustyni bez żadnego treningu pokonuje gościa, który od młodych lat trenuje. Później w kolejnej części też robi sajgon niby po jakimś treningu już. Pamiętam, że jak Luke przeszedł ciężki trening u Yody to Vader przy pierwszej konfrontacji zrobił mu z dupy jesień średniowiecza.
Han Solo? Film kiepski ale scena jak dostał swoje "nazwisko" była dla mnie najlepszą sceną w filmie. No cóż każdy ma swoje gusta. Ja akurat byłem usatysfakcjonowany z tej sceny. Bardzo dobrze pokazano młodego Lando w tym filmie. Jestem w stanie uwierzyć, że to ten sam wąsaty cwaniaczek z Bespin.
Voldemort umiera w stylu Thanosa? A nie na odwrót czasem :D?
@msjaro89 Wypowiedź na tyle celna, że gdybym nie był tak leniwy, to zrobiłbym kilka kont, żeby Ci plusików nasypać :D
Zwłaszcza to porównanie do Prequeli...
Były one tak dobrze zrobione, że na tyle się przywiązałem do Anakina, że kibicowałem mu nawet na Mustafarze, chociaż i tak wiedziałem jak to się musi skończyć ;) A w Sequelach? Rey albo ktokolwiek w każdej chwili mógłby zginąć, a widz zareagowałby raczej: "mehhh.... no spoko, co dalej?" (Wiem, bo tak zareagowałem jak Poe dostał) XD
Co do Palpatine'a tutaj bedę trochę bronił tego pomysłu, bo wziął się pewnie z tego, że Disney zobaczył jaką Kylo Ren jest miernotą (Podkreślam - Nie Adam Driver, tylko Kylo Ren) i za cholerę nie zrobi roboty głównego antagonisty, więc postanowili uderzyć w klasykę...
Osobiście bardzo podobała mi się scena, kiedy Palpatine "wyssał(?)" Kylo i Rey, po czym wystrzelił w niebo błyskawicami mocy Sithów. W kinie zrobiło to ogromne wrażenie, głównie przez udźwiękowienie, bo pierdyknięcie było takie, że poczułem to w żołądku.
No ale Rey wnuczką Imperatora? Sorka, ale jakoś nie czuję tego motywu zupełnie. Wydaje mi się, że Palpatine był tak pochłonięty realizacją swojego planu, że raczej nie szukałby uciechy z przyjemności cielesnych. No i jeszcze kwestia rozbieżności reżyserów. Abrams robił siódmą i obrał pewien kierunek, ósmą robiło jakiś dwóch innych gości i mocno zboczyli ze szlaku Abramsa, który znowu robił dziewiątą część i na siłę wrócił do swojej koncepcji z pierwszej części sequeli, efektem czego były bezpłciowe postacie, do których odbiorca nie miał za grosz sympatii (No może z wyjątkiem Chewiego, bo jego to każdy lubi :))
Gdybym miał tak nadać tytuł każdej trylogii to by było:
Prequele: Gwiezdne Wojny - Wybielamy Dartha Vadera
Główna - Gwiezdne Wojny - Era Imperium
Sequele- Gwiezdne Wojny - Cześć, jestem Disney i chce zarobić trochę hajsu.
Łotr I i Han Solo - Gwiezdne Wojny - WINCYJ, JESZCZE WINCYJ HAJSU!!!!DEJ!DEJ!DEJ! MAM HOREGO KYLO RENA!
Ale akurat Hana Solo uważam za najlepszy film, który powstał od momentu jak Disney wcisnął łapska w filmy, do których nie powinien. Taki fajny gangsterski film na bazie Gwiezdnych Wojen ;)
@muczek No bo Palpatine nie szukał uciech. Nie wiem już czy w samym filmie jest to dokładnie powiedziane (jeśli tak to między wierszami pobieżnie) czy tylko w książce ale Rey jest córką syna Palpatina, który jest właściwie wychodowanym klonem Palpatina. Który to miał być naczyniem dla Palpiego ale okazał się nie wrażliwy na moc. Czyli Palpatine nie zamoczył w żadnym momencie :)
@msjaro89 A to jakoś tego nie wyłapałem.
Chociaz nadal mi się ten pomysł nie podoba. Rey - wnuczka Palpatina... Dobrze, że nie przybyła na Exegol akurat w "Dzień Dziadka", bo pewnie Palpatine by już na nią z sałatką czekał i przywitałby ją tekstem "nie ściągaj wnusiu bucików, bo i tak mam tu bałagan... Chyba że chcesz kapciuszki, bo na Exegolu u dziadziusia od podłogi strasznie ciągnie, jeszcze się zaziębisz...
Siadaj kochanieńka, już Ci TRON SITHÓW PRZYGOTOWAŁEM HAHAHAHAHAHAHA"
Cały Star Wars Epizod VII jako najgorszy plagiat w historii. Gniot tak wielki, zrobiony scenariusz na taki odpi3rd0l, że nigdy już nawet nie miałem ochoty obejrzeć żadnej następnej "części". I nie jestem zdziwiony, że z tego co słyszałem są na podobnym poziomie.
@thereisonlyoneevilignorance Sam pomysł "Bazy Starkiller" był spoko moim zdaniem. taka unowocześniona Gwiazda Śmierci z ciekawym systemem zasilania, dosłownie zabijająca gwiazdy. Ale to, że pojawia się i zostanie zniszczona zaraz po Gwieździe Śmierci 2.0 to to "Paaanie, idź pan w...."
Chociaż nazwę "Starkiller" wolę w odniesieniu do Galena Mareka, niż do jakiejś latającej bambaryły. Ale cóż... Czego wymagać od Disneya? I tak dobrze, że w dziewiątej części dostaliśmy Palpatine'a, a nie Darth Myszkę Miki.
@thereisonlyoneevilignorance Mnie TFA bolało podwójnie bo nie dość, że dokonali autoplagiatu to jeszcze zanegowali konkluzję OT tylko po to by móc to zrobić...
Imperium wcale nie upadło, tylko się zrebrandowało. Zakon Jedi upadł offscreen, podobnie jak syn Hana i Lei. Luke rzucił to wszystko i wyjechał w Bieszczady. Solo zostawił rodzinę kiedy ta najbardziej go potrzebowała a Księżniczka została partyzantem z wyciętego lasu. Republika niby się odrodziła, ale została zniszczona w pierwszej scenie, w której ją pokazali.
Ogólnie to przez cały seans miałem wrażenie, że ominął mnie cały jeden epizod, lepszy od tego, który w tej chwili oglądam...
Co do HP to najbardziej mnie boli fakt, że Harry tak po prostu złamał tą różdżkę. Nie pamiętam jak się nazywała ale była jedną z insygnii śmierci. W książce Harry używa jej aby naprawić swoją własną a potem zostawia w grobie Dumbledora sprawiając, że po śmierci Harrego różdżka nie będzie miała pana.
A w filmie złamał ją jak zwykły patyk i wyj***ł do rzeki
To my (2019)
Scena, w której te "nagatywy" mordują białą rodzinę. Aż do tego momentu zastanawiałem się, kim oni są, skąd się wzięli, czego chcą, czemu ich po prostu nie zabiją itd. Jak już pokazali, że mogą i potrafią wszystkich ich pozabijać, kompletnie straciłem zainteresowanie. Skoro postacie mają takiego plot armora, że ci źli nie są w stanie zabić ich mając ich na widelcu przez ponad piętnaście minut, to co mnie obchodzi, jak się z tego wykaraskają?
Z Gwiezdnymi Wojnami to rzeczywiście dali dupy na całości. Można było to zrobić na milion innych sposobów o wiele lepiej.
1 gwóźdź do trumny - Palpatine w trailerze
2 gwóźdź - informacja o jakimś tam komunikacie Palpatina w początkowych napisach. To było coś na zasadzie, jak dzieci - "Galaktykę obiegł komunikat, to... PALPATINE...." - dosłownie to z caps-lockiem było.
3 gwóźdź - pokazali go od razu na początku, tak po prostu.
Jak już musieli go wyciągać z szafy i przekreślać cały wątek i poświęcenie Anakina/Vadera, to trza było to po pierwsze trzymać w tajemnicy aż do sal kinowych - żadnego Palpa w trailerach.
Pokazać Palpa gdzieś tam w trakcie filmu jako taki "dramatic reveal"
Już by było dużo lepiej.
@bania88 Dlatego ja się zawsze bronię i unikam trailerów i udało mi się to. O Imperatorze dowiedziałem się dopiero z napisów w filmie :)
I tak jak już pisałem, rozumiem to. Ren był za słaby na głównego antagonistę, więc "wyciągnęli z szafy" gotową, charyzmatyczną postać, by nadać filmowi jakiegokolwiek koloru.
@muczek Ciężko uwierzyć w to, że nie wiedziałeś, na kwejku było od groma memów o tym po premierze trailera.
Kwejka najwidoczniej odwiedzasz :-)
Ja właśnie dowiedziałem się z kwejka, potem widziałem trailer.
Zaznaczam, że w pierwszym trailerze był tylko śmiech Imperatora na końcu i po tym już były memy.
Ogólnie to nowa trylogia to parodia - zobacz jak wygląda plakat do RoS - wygląda jak z animacji Wojny Klorów, nieprofesjonalnie:
https://image.ceneostatic.pl/data/products/95005803/i-plakat-star-wars-the-rise-of-skywalker.jpg
@bania88 Naprawdę ;)
Tak nienawidzę spoilerów, że robię wszystko, żeby ich uniknąć. Nie wiem czemu producenci za wszelką cenę starają się zepsuć radość z oglądania zwiastunami.
Ale jakoś bardzo zaskoczony nie byłem, bo plota o powrocie Palpatine'a była już przy 7 części.
Za to bardzo mi się podobało to co ze Snokiem zrobili, ludzie się cztery lata srali i pocili, próbując zgadnąć kto to jest, a Ci zrobili wałka i Snoke był nikim, marionetka Palpatine'a i choj "D
Z człowiekiem-ananasem problem polegał nie na tym, że się pojawił (bo Grindewald musiał przy revealu zmienić wygląd, przecież inaczej byłby rozpoznawalny) a w tym, jak się pojawił i jak wyglądał.
Bo niestery Grindewald w wersji Deppa jest po prostu żenująco-śmieszny. Ani trochę groźny czy chociażby na serio niepokojąco ześwirowany. Nawet biorąc poprawkę na to, że FZIJJZ to film dla nastolatków i może groza musi być złagodzona to nadal Depp ma w tej roli jakieś ujemne jej poziomy.
No ten motyw z miłością w Interstellarze był kiepski ale mnie najbardziej zastanawiało jak oni sobie wyobrażali ten plan B. Jakoś wizja kosmicznego żłobka mnie rozbawiła.
Harry Potter, czyli film #8, trzeba było poprowadzi tak jak jest w książce: bez wszechobecnych zielonych zaklęć, które multum razy były podkreślane jako zaklęcia śmierci, bez strzelania nim przez Rona w Nagini, bez samotnej walki na placu tylko przy pełnej sali w Wielkiej Sali (w książce też zarzeczono, że gdy Dumbledore pokonał Grindewalda to nie było świadków i to miało być przeciwieństwem tamtego pojedynku), itd itd.
Pierwsz 7 filmów mi się podobało, ale ostatni SPI****LIŁ taka świetną serię. Ósmy film, był dla mnie waszym ósmym sezonem "gry o tron". Dlatego wolę książki a na ponowną ekranizacje czekam. Gdy zajmą się nią profesjonaliści i zrobią kopiuj wklej z książki - wycinając tylko zbędne sceny - a nie jakieś własne fantasmagorie czy adaptacje jak Netflix.
@michu1944 Ehh moim zdaniem to już 5 część jest spier*0l0na a każda kolejna coraz bardziej. Też chciałbym, żeby ktoś to lepiej zrobił, ale nie da się tego zrobić bez OGROMNEJ straty. Nie ważne jak bardzo profesjonaliści będą się starać, to takiego Severusa Snape, jakiego dał nam Alan Rickman[*] już nie dostaniemy ;(
@muczek "(...) takiego Severusa Snape, jakiego dał nam Alan Rickman[*] już nie dostaniemy ;"
on był niepowtarzalny, 10/10, ale przy dzisiejszej technologii: deepface, wycinanie scen, wklejanie ich itd, jego udziałbyłby możluwy.
Co do Jestem Legendą. Niestety autor nie podał o które zakończenie chodzi. Bo są dwa które się diametralnie różnią. Jedno jest bodaj wersją kinową, a drugie które było na DVD. I z tego co wiem, to jest jeszcze trzecie zakończenie.
W Interstellar najgorsze było to, jak dorosła kobieta rozpacza niczym nastolatka, że tatuś jej nie kochał i poleciał w kosmos. Laska po trzydziestce miała dosyć czasu, żeby to ogarnąć i nie obrażać się na tatę. To zupełnie nie pasowało do bohaterki, która była ogólnie dojrzała i inteligentna.
@dzejson110f Ona nie rozpaczala tylko miala mu za złe. Pomimo, że wiedziała, że poleciał w kosmos żeby ratować ludzkość. Złościła się jak mała dziewczynka i to i nie pasowało, poza tym to jeden z lepszych filmów.
@yoyoyoy1 Tak i tak. Dorośli ludzie też mają prawo do smutku, złości, tęsknoty i mogą mieć coś komuś za złe. Tym bardziej, że widać na początku filmu jak bardzo zżyta jest z ojcem.
@yoyoyoy1 bardziej bym powiedział, że to kobieta która wie że ojciec poleciał ratować ludzkość, ale obiecał że wróci jak będą w tym samym wieku i ona żyła tyle lat z nadzieją że właśnie tego momentu dożyje, tymczasem to nastało i ojciec nie wrócił
@yoyoyoy1 wnioskuję że sam jesteś nieogarniętym emocjonalnie dzieciakiem? Dziewczynka została zostawiona przez najbliższą, najbardziej ukochaną osobę na świcie, która w tym czasie znaczyła dla niej więcej niż cały świat. Dorastała z tą myślą, pielęgnowała nadzieję które potem się przekształciło w rozgoryczenie. Patrzyła jak świat umiera tak czy inaczej, a ojca nie ma. Ani ojca, ani świata. Ale nie straciła wiary w niego. Nienawidziła go za to, że ją zostawił, że poświęcił jej dzieciństwo dla czegoś co i tak nie przyniosło efektów ale kontynuowała jego dzieło. To jest akurat bardzo ludzkie.
Star Wars ostatnia trylogia... była ogólnie zła. Nie znajduję nic, co broniłoby tych filmów. Jedynie nostalgia została... no i zrujnowane uniwersum...
EDIT:
Ale od Interstellar to się proszę odwalić. Nie "miłość" nieuku, tylko "grawitacja" (i chyba mówili o pięciowymiarowym świecie).
@pokajczon mnie się w ogóle interstellar w ogóle nie podobał i nie rozumiem fenomenu tego filmu. Jakby nie mogli zbudować szklarni bo piasek im uprawy zabija. No serio?
@uszyoczynos to musiałaby być zajebiście duża szklarnia... a tak serio, to szklarnia nie uchroni przed zarazą albo degradowaniem DNA roślin. Dali akurat przykład pustynnienia planety, obumierania roślin, a co za tym idzie braku żywności. Nie to było motywem przewodnim filmu. Chodziło o to, że w końcu będziemy musieli opuścić naszą planetę i być może właśnie szukać rozwiązań związanych z grawitacją i podróżami w daleki kosmos :) Fakt - trochę bajka, ale świetnie nakręcona. Ja się na filmie wzruszyłem.
@uszyoczynos nie. Już w tym momencie ostrzegają przed jałowieniem i zmianami klimatu co sprawi, ze uprawa roślin i hodowla będzie wymagała corz więcej nakładów. W Interstellarze przekroczyli punkt, kiedy zbudowanie statku wychodziło taniej i dawało większe szanse niż próba ogarnięcia umierającej planety przez Bożej nieokreślony czas, póki nie zabraknie surowców. Jeszcze tam parę innych przyczyn było ale to tak w uproszczeniu.
@pokajczon ino, że nie wyjaśnili jednej rzeczy: skoro jedynym sposobem dla ludzi na przeżycie było opuszczenie Ziemi, a jedynym sposobem na opuszczenie Ziemi było skorzystanie z wormhola zbudowanego przez... ludzi z przyszłości, to jakim cudem ludzie opuścili Ziemię po raz pierwszy, by zbudować ten wormhol?
Zgodzę się z Wonder Woman, mogli zostawić to tak, że Diana zorientowała się, że to nie jakiś mityczny bóg śmierci był przyczyną wojny tylko po prostu ludzie są zjebani i nie ma na to rady a tak to końcówka zniszczyła naprawdę dobry film
@takiloginjuzwystepuje już nie mówiąc o tym, że Pan Ciapajda do tej roli pasował jak ch*j do oka.
Ale fakt, niezależnie od obsady sama obecność Aresa zabija coś, co - jak się wydawało - będzie przesłaniem filmu. Że ludzie na wysokich stanowiskach dla własnych zysków dążą do wojny, a małe żuczki dają się prowokować do nienawiści i pozwalają sobie przez propagandę wmówić, że giną dla jakiejs ważnej sprawy, a nie kabzy pana w gajerze. To naprawdę miało szanse zadziałać i dla Wonder Woman byłby to moment formujący, ważny dla rozwoju postaci typu "dałam sobie wmówić jakieś pierdoły, a tak naprawdę świat jest dużo bardziej skomplikowany, niż myślałam".
Ale nie, jebnijmy boga, bo to film o bogach.
@koparkaapokalipsy Nie dość, że wprowadzenie Aresa zniszczyło ciekawe przesłanie filmu, to jeszcze cała ta końcówka ma w sobie masę sprzeczności. Niby było powiedziane, że Ares nie steruje ludźmi jak marionetkami, tylko po prostu podrzuca im do głowy różne pomysły. Jest po prostu kusicielem, a ludzie wciąż mają wolną wolę. Ale z drugiej strony, jak tylko zostaje zabity to żołnierze z przeciwnych stron nagle zaczynają się do siebie tulić, więc jednak musieli być pod jakimś czarem. A skoro za I. wojnę światową odpowiadały czary Aresa, to jakim cudem dwadzieścia lat po jego śmierci była jeszcze gorsza wojna niż poprzednia? Bez Aresa ludzie zdolni są do gorszych czynów, niż z Aresem? Nie ma to absolutnie żadnego sensu. Wygląda na to, że twórcy chcieli zjeść ciastko i mieć ciastko- jednocześnie przemycić przesłanie, że ludzie są źli z natury i jednocześnie mieć finalną nawalankę z bossem, nie przejmując się zupełnie, że jedno się z drugim nie klei.
@gabriel-brzezinski cholera, zapomniałam o tym. Całość była zrobiona trochę na zasadzie "dajmy dużo wybuchów i darcia japy, to ludzie będą tak oszołomieni, że nic nie zauważą"
Interstellar - jakim trzeba być głębem by nie zrozumieć o co chodziło z miłością i czwartym wymiarem? To porównanie powstało dlatego że my jako ludzie postrzegający tylko 3 wymiary nie jestesmy w stanie zrozumieć tego jak może wygladać świat posiadający wiecej wymiarów. Podobnie jak nie rozumiemy miłości. Dlatego potrzeba było użyć czegoś co połączy te oba światy i dokładnie to tłumaczy Cooper w filmie gdy trafia do tesseraktu który jest po prostu wizualizacją tego co ich łączy. Widac to chocby po tym ze jest to "pokój małej dziewczynki". Miłośc ojca i córki która jest ponad czasowa i ponad wymiarowa. To wlasnie miłosc do dzieci poprowadziła Josepha w podróż do innej galaktyki. To dlatego został wybrany przez "byt" ludzki z przyszłosci (dlatego pojawily się koordynaty w ich domu) ze względu na potężną wieź jaka łączy go z dziećmi. Przez cały film Joseph daje świadectwo tego że robi to w obronie swych dzieci. Wspomina o tym w chwili gdy rozmawia z Profesorem Brand, następnie gdy rozmawia z córką profesora. Dlatego też pojawia się scena w której przegląda zapisy wideo swoich dzieci. Na samym końcu pojawia sie scena gdy spotyka się ze swoją leciwą już córką - jest to element kulminacyjny ukazujący ich więź ponad czasem i przestrzenią. Sama Brand wspomina o tym czym jest miłośc bo rozmawiają o tym z cooperem. Straszne to że ktoś tego nie zrozumiał bo jest to niesamowity sposob na ukazanie więzi i tego do czego człowiek jest zdolny w imie miłości. Czwarty wymiar jest nie do ukazania dla kogos kto zyje w 3 wymiarach.
@kimato czyli typowy zabieg w stylu Pablo Coelho. Nie wiem, jak załatać plothol? Jeb: MIŁOŹDŹ
@koparkaapokalipsy no wlasnie nie. bo nie chodzi o łatanie tylko o to by jakos przedstawić logicznie cos cos jest dla nas niepojęte. Jest to doskonale w filmie wyjaśnione od samego początku. Byt z przyszłosci wie ze Cooper nie zrozumie ideii wielowymiarowej więc uproscili mu to uzywając jego miłości do córki by za jego pomocą przekazać informację która ocali ludzi. Mozna by się zastanawiać dlaczego nie przeslali tej informacji samemu profesorowi Brand - to tez wynika z filmu. Chodzi o więź i cały tesserakt to po prostu reprezentacja więzi coopera i murphy. Cooper jest pilotem oraz ojcem który chce uratować swoje dzieci (od pierwszych 5min w filmie jest o tym informacja). Dlatego został wybrany wlasnie z tych 2 powodów. Jeśli ktoś nie wyłapał tego w filmie to bardzo wiele stracił oglądając go do końca bo jest to bardzo istotny element narracji. Scena z zegarkiem nie jest przypadkowa (także na końcu).
@kimato okej, czyli jesli nauczyciel nie umie wytłumaczyć studentom dylatacji czasu i na wykładzie zaserwuje im kremówki, bo wszyscy bardzo lubią kremówki to znaczy, że jest świetnym nauczycielem i zbudował cudowną, złożoną, trafną metaforę? Bo miłoźdź z przestrzenią czterowymiarową ma wspólnego dokładnie tyle, że scenarzyści musieli do filmu wrzucić jakiś łzawy wątek z dupy, bo inaczej mało bystrym ludziom by się nie podobał.
@koparkaapokalipsy wez mi objasnij o czym ty gadasz? Jakie kremowki? jaki nauczyciel? Rezyser nie ma za zadanie tłumaczyc ludziom fizyki kwantowej i teorii wielowymiarowej tylko zrobić film tak by normalny statystyczny kowalski po zawodówce go zrozumiał. A po drugie to nie jest film dokumentalny tylko S-F i nie chodzi w dyskusji o to czy wątek dotyczacy miłości jest potrzebny czy nie tylko o fakt porównania do kwesti wielowymiarowej. Jest to banalnie prosty zabieg i skuteczny ale jak ktos tego nie rozumie to nie zrozumial polowy filmu.
@kimato ... Zdaje się, że czwarty wymiar Cooperowi tlumaczyli ludzie z przyszłości, a nie reżyser. Może to przypomnienie pomoże Ci zrozumieć tę prostą analogię.
@koparkaapokalipsy reżyser tłumaczy widzowi. Nie za bardzo kino ogarniasz.
@kimato "Byt z przyszłosci wie ze Cooper nie zrozumie ideii wielowymiarowej więc uproscili mu to uzywając jego miłości" Rozumiem, że można nie rozumieć, co ktoś inny pisze, ale żeby nie rozumieć, co się samemu pisze to już naprawdę niezwykłe.
@koparkaapokalipsy wychodzi na to ze dalej nie rozumiesz. Przeczytaj ze 20razy moze zaskoczysz. Byt z przyszlosci tłumaczy cooperowi a reżyser tym zabiegiem tłumaczy widzowi bo logiczne jest że reżyser nie może tłumaczyć cooperowi tego samego. TO JEST FILM
@kimato Nnnnnno brawo, jeszcze troszeczkę wysiłku w tym stylu i może wreszcie zrozumiesz mój komentarz o nauczycielu i kremówkach. Super, robisz postępy! Way to go!
edytowano: 4 lata temuW drugiej części Fantastycznych Zwierząt scena, w której okazuje się, dlaczego Dumbledore nie może walczyć z Grindewaldem. Myślałam, że może to będzie jakieś bardziej życiowe - że emocje są za silne i Dumbledore boi się, że jak go zobaczy to pęknie i straci zimną krew, poniesie go wściekłość albo odwrotnie, nie będzie umiał go skrzywdzić. Ale nie. Nie mogą walczyć bo zrobili sobie różowe wisiorki przyjaźni z Bravo Girl.
Ostatniej części STAR WARS nie oglądałem w kinie jako jedynej. Dopiero później w domu jak się na HBO GO pojawił. Fakt, że nie poszedłem na film był po prostu zawód całą nową trylogią. Ale gdy w końcu zacząłem oglądać. Gdy w napisach początkowych powiedzieli "Palpatine powraca" aż pauze wcisnąłem "NIE. NO K***A NIE. NIE NIE NIE!!!" film przebolałem. Był zły właściwie w każdym momencie. Nawet w finale. Prosiło się o powsadzanie tam duchów mocy tych wszystki Jedi. To mogło jeszcze naprawić część filmu. No ale nie zrobiono tego oczywiście. Najlepszą robotę w filmie robi Adam Driver. To jest jedyna postać, która ratuje trylogię, a też rewelacją nie jest. Zresztą początkowo mnie najbardziej odrzucał właśnie on. Później okazało się, że chyba tylko jemu zależało by jakoś zagrać to uczciwie. Nie da się bronić trylogii. Jest spaprana, przesiąknięta feminizmem, poprawnością polityczną i cholera wie czym jeszcze. Za to wyprana z sensu. Po niej widać jak rewelacyjne były Prequele. Rey jest tak doskonałym bohaterem bez wad, że to aż boli. Dziewczyna z pustyni bez żadnego treningu pokonuje gościa, który od młodych lat trenuje. Później w kolejnej części też robi sajgon niby po jakimś treningu już. Pamiętam, że jak Luke przeszedł ciężki trening u Yody to Vader przy pierwszej konfrontacji zrobił mu z dupy jesień średniowiecza. Han Solo? Film kiepski ale scena jak dostał swoje "nazwisko" była dla mnie najlepszą sceną w filmie. No cóż każdy ma swoje gusta. Ja akurat byłem usatysfakcjonowany z tej sceny. Bardzo dobrze pokazano młodego Lando w tym filmie. Jestem w stanie uwierzyć, że to ten sam wąsaty cwaniaczek z Bespin. Voldemort umiera w stylu Thanosa? A nie na odwrót czasem :D?
edytowano: 4 lata temu@msjaro89 Wypowiedź na tyle celna, że gdybym nie był tak leniwy, to zrobiłbym kilka kont, żeby Ci plusików nasypać :D Zwłaszcza to porównanie do Prequeli... Były one tak dobrze zrobione, że na tyle się przywiązałem do Anakina, że kibicowałem mu nawet na Mustafarze, chociaż i tak wiedziałem jak to się musi skończyć ;) A w Sequelach? Rey albo ktokolwiek w każdej chwili mógłby zginąć, a widz zareagowałby raczej: "mehhh.... no spoko, co dalej?" (Wiem, bo tak zareagowałem jak Poe dostał) XD Co do Palpatine'a tutaj bedę trochę bronił tego pomysłu, bo wziął się pewnie z tego, że Disney zobaczył jaką Kylo Ren jest miernotą (Podkreślam - Nie Adam Driver, tylko Kylo Ren) i za cholerę nie zrobi roboty głównego antagonisty, więc postanowili uderzyć w klasykę... Osobiście bardzo podobała mi się scena, kiedy Palpatine "wyssał(?)" Kylo i Rey, po czym wystrzelił w niebo błyskawicami mocy Sithów. W kinie zrobiło to ogromne wrażenie, głównie przez udźwiękowienie, bo pierdyknięcie było takie, że poczułem to w żołądku. No ale Rey wnuczką Imperatora? Sorka, ale jakoś nie czuję tego motywu zupełnie. Wydaje mi się, że Palpatine był tak pochłonięty realizacją swojego planu, że raczej nie szukałby uciechy z przyjemności cielesnych. No i jeszcze kwestia rozbieżności reżyserów. Abrams robił siódmą i obrał pewien kierunek, ósmą robiło jakiś dwóch innych gości i mocno zboczyli ze szlaku Abramsa, który znowu robił dziewiątą część i na siłę wrócił do swojej koncepcji z pierwszej części sequeli, efektem czego były bezpłciowe postacie, do których odbiorca nie miał za grosz sympatii (No może z wyjątkiem Chewiego, bo jego to każdy lubi :)) Gdybym miał tak nadać tytuł każdej trylogii to by było: Prequele: Gwiezdne Wojny - Wybielamy Dartha Vadera Główna - Gwiezdne Wojny - Era Imperium Sequele- Gwiezdne Wojny - Cześć, jestem Disney i chce zarobić trochę hajsu. Łotr I i Han Solo - Gwiezdne Wojny - WINCYJ, JESZCZE WINCYJ HAJSU!!!!DEJ!DEJ!DEJ! MAM HOREGO KYLO RENA! Ale akurat Hana Solo uważam za najlepszy film, który powstał od momentu jak Disney wcisnął łapska w filmy, do których nie powinien. Taki fajny gangsterski film na bazie Gwiezdnych Wojen ;)
@muczek No bo Palpatine nie szukał uciech. Nie wiem już czy w samym filmie jest to dokładnie powiedziane (jeśli tak to między wierszami pobieżnie) czy tylko w książce ale Rey jest córką syna Palpatina, który jest właściwie wychodowanym klonem Palpatina. Który to miał być naczyniem dla Palpiego ale okazał się nie wrażliwy na moc. Czyli Palpatine nie zamoczył w żadnym momencie :)
edytowano: 4 lata temu@msjaro89 A to jakoś tego nie wyłapałem. Chociaz nadal mi się ten pomysł nie podoba. Rey - wnuczka Palpatina... Dobrze, że nie przybyła na Exegol akurat w "Dzień Dziadka", bo pewnie Palpatine by już na nią z sałatką czekał i przywitałby ją tekstem "nie ściągaj wnusiu bucików, bo i tak mam tu bałagan... Chyba że chcesz kapciuszki, bo na Exegolu u dziadziusia od podłogi strasznie ciągnie, jeszcze się zaziębisz... Siadaj kochanieńka, już Ci TRON SITHÓW PRZYGOTOWAŁEM HAHAHAHAHAHAHA"
Cały Star Wars Epizod VII jako najgorszy plagiat w historii. Gniot tak wielki, zrobiony scenariusz na taki odpi3rd0l, że nigdy już nawet nie miałem ochoty obejrzeć żadnej następnej "części". I nie jestem zdziwiony, że z tego co słyszałem są na podobnym poziomie.
@thereisonlyoneevilignorance Sam pomysł "Bazy Starkiller" był spoko moim zdaniem. taka unowocześniona Gwiazda Śmierci z ciekawym systemem zasilania, dosłownie zabijająca gwiazdy. Ale to, że pojawia się i zostanie zniszczona zaraz po Gwieździe Śmierci 2.0 to to "Paaanie, idź pan w...." Chociaż nazwę "Starkiller" wolę w odniesieniu do Galena Mareka, niż do jakiejś latającej bambaryły. Ale cóż... Czego wymagać od Disneya? I tak dobrze, że w dziewiątej części dostaliśmy Palpatine'a, a nie Darth Myszkę Miki.
@thereisonlyoneevilignorance Mnie TFA bolało podwójnie bo nie dość, że dokonali autoplagiatu to jeszcze zanegowali konkluzję OT tylko po to by móc to zrobić... Imperium wcale nie upadło, tylko się zrebrandowało. Zakon Jedi upadł offscreen, podobnie jak syn Hana i Lei. Luke rzucił to wszystko i wyjechał w Bieszczady. Solo zostawił rodzinę kiedy ta najbardziej go potrzebowała a Księżniczka została partyzantem z wyciętego lasu. Republika niby się odrodziła, ale została zniszczona w pierwszej scenie, w której ją pokazali. Ogólnie to przez cały seans miałem wrażenie, że ominął mnie cały jeden epizod, lepszy od tego, który w tej chwili oglądam...
Co do HP to najbardziej mnie boli fakt, że Harry tak po prostu złamał tą różdżkę. Nie pamiętam jak się nazywała ale była jedną z insygnii śmierci. W książce Harry używa jej aby naprawić swoją własną a potem zostawia w grobie Dumbledora sprawiając, że po śmierci Harrego różdżka nie będzie miała pana. A w filmie złamał ją jak zwykły patyk i wyj***ł do rzeki
To my (2019) Scena, w której te "nagatywy" mordują białą rodzinę. Aż do tego momentu zastanawiałem się, kim oni są, skąd się wzięli, czego chcą, czemu ich po prostu nie zabiją itd. Jak już pokazali, że mogą i potrafią wszystkich ich pozabijać, kompletnie straciłem zainteresowanie. Skoro postacie mają takiego plot armora, że ci źli nie są w stanie zabić ich mając ich na widelcu przez ponad piętnaście minut, to co mnie obchodzi, jak się z tego wykaraskają?
Z Gwiezdnymi Wojnami to rzeczywiście dali dupy na całości. Można było to zrobić na milion innych sposobów o wiele lepiej. 1 gwóźdź do trumny - Palpatine w trailerze 2 gwóźdź - informacja o jakimś tam komunikacie Palpatina w początkowych napisach. To było coś na zasadzie, jak dzieci - "Galaktykę obiegł komunikat, to... PALPATINE...." - dosłownie to z caps-lockiem było. 3 gwóźdź - pokazali go od razu na początku, tak po prostu. Jak już musieli go wyciągać z szafy i przekreślać cały wątek i poświęcenie Anakina/Vadera, to trza było to po pierwsze trzymać w tajemnicy aż do sal kinowych - żadnego Palpa w trailerach. Pokazać Palpa gdzieś tam w trakcie filmu jako taki "dramatic reveal" Już by było dużo lepiej.
@bania88 Dlatego ja się zawsze bronię i unikam trailerów i udało mi się to. O Imperatorze dowiedziałem się dopiero z napisów w filmie :) I tak jak już pisałem, rozumiem to. Ren był za słaby na głównego antagonistę, więc "wyciągnęli z szafy" gotową, charyzmatyczną postać, by nadać filmowi jakiegokolwiek koloru.
@muczek Ciężko uwierzyć w to, że nie wiedziałeś, na kwejku było od groma memów o tym po premierze trailera. Kwejka najwidoczniej odwiedzasz :-) Ja właśnie dowiedziałem się z kwejka, potem widziałem trailer. Zaznaczam, że w pierwszym trailerze był tylko śmiech Imperatora na końcu i po tym już były memy. Ogólnie to nowa trylogia to parodia - zobacz jak wygląda plakat do RoS - wygląda jak z animacji Wojny Klorów, nieprofesjonalnie: https://image.ceneostatic.pl/data/products/95005803/i-plakat-star-wars-the-rise-of-skywalker.jpg
@bania88 Naprawdę ;) Tak nienawidzę spoilerów, że robię wszystko, żeby ich uniknąć. Nie wiem czemu producenci za wszelką cenę starają się zepsuć radość z oglądania zwiastunami. Ale jakoś bardzo zaskoczony nie byłem, bo plota o powrocie Palpatine'a była już przy 7 części. Za to bardzo mi się podobało to co ze Snokiem zrobili, ludzie się cztery lata srali i pocili, próbując zgadnąć kto to jest, a Ci zrobili wałka i Snoke był nikim, marionetka Palpatine'a i choj "D
Z człowiekiem-ananasem problem polegał nie na tym, że się pojawił (bo Grindewald musiał przy revealu zmienić wygląd, przecież inaczej byłby rozpoznawalny) a w tym, jak się pojawił i jak wyglądał. Bo niestery Grindewald w wersji Deppa jest po prostu żenująco-śmieszny. Ani trochę groźny czy chociażby na serio niepokojąco ześwirowany. Nawet biorąc poprawkę na to, że FZIJJZ to film dla nastolatków i może groza musi być złagodzona to nadal Depp ma w tej roli jakieś ujemne jej poziomy.
Chyba Thanos zginął w stylu Voldemorta a nie odwrotnie ;>
No ten motyw z miłością w Interstellarze był kiepski ale mnie najbardziej zastanawiało jak oni sobie wyobrażali ten plan B. Jakoś wizja kosmicznego żłobka mnie rozbawiła.
Wonder Woman, skupiać się na ludzkich wrogach? To tak jakby w filmie o Supermanie zrobić fabułę o łapaniu kieszonkowców xD
@danifilth321 No, tak. Łapanie przestępców to jakby częsty motyw w filmach o superbohaterach
Harry Potter, czyli film #8, trzeba było poprowadzi tak jak jest w książce: bez wszechobecnych zielonych zaklęć, które multum razy były podkreślane jako zaklęcia śmierci, bez strzelania nim przez Rona w Nagini, bez samotnej walki na placu tylko przy pełnej sali w Wielkiej Sali (w książce też zarzeczono, że gdy Dumbledore pokonał Grindewalda to nie było świadków i to miało być przeciwieństwem tamtego pojedynku), itd itd. Pierwsz 7 filmów mi się podobało, ale ostatni SPI****LIŁ taka świetną serię. Ósmy film, był dla mnie waszym ósmym sezonem "gry o tron". Dlatego wolę książki a na ponowną ekranizacje czekam. Gdy zajmą się nią profesjonaliści i zrobią kopiuj wklej z książki - wycinając tylko zbędne sceny - a nie jakieś własne fantasmagorie czy adaptacje jak Netflix.
@michu1944 Ehh moim zdaniem to już 5 część jest spier*0l0na a każda kolejna coraz bardziej. Też chciałbym, żeby ktoś to lepiej zrobił, ale nie da się tego zrobić bez OGROMNEJ straty. Nie ważne jak bardzo profesjonaliści będą się starać, to takiego Severusa Snape, jakiego dał nam Alan Rickman[*] już nie dostaniemy ;(
@muczek "(...) takiego Severusa Snape, jakiego dał nam Alan Rickman[*] już nie dostaniemy ;" on był niepowtarzalny, 10/10, ale przy dzisiejszej technologii: deepface, wycinanie scen, wklejanie ich itd, jego udziałbyłby możluwy.
edytowano: 4 lata temuCo do Jestem Legendą. Niestety autor nie podał o które zakończenie chodzi. Bo są dwa które się diametralnie różnią. Jedno jest bodaj wersją kinową, a drugie które było na DVD. I z tego co wiem, to jest jeszcze trzecie zakończenie.
W Interstellar najgorsze było to, jak dorosła kobieta rozpacza niczym nastolatka, że tatuś jej nie kochał i poleciał w kosmos. Laska po trzydziestce miała dosyć czasu, żeby to ogarnąć i nie obrażać się na tatę. To zupełnie nie pasowało do bohaterki, która była ogólnie dojrzała i inteligentna.
@yoyoyoy1 Jak ktoś jest po trzydziestce, to nie wypada mu już rozpaczać, że kogoś stracił? Dobrze się czujesz?
@dzejson110f Ona nie rozpaczala tylko miala mu za złe. Pomimo, że wiedziała, że poleciał w kosmos żeby ratować ludzkość. Złościła się jak mała dziewczynka i to i nie pasowało, poza tym to jeden z lepszych filmów.
@yoyoyoy1 "jak dorosła kobieta rozpacza niczym nastolatka, że tatuś jej nie kochał i poleciał w kosmos" Zaprzeczasz sam sobie
@dzejson110f A widziałeś film? Czy to ważne jakiego słowa użyłam?
@yoyoyoy1 Tak i tak. Dorośli ludzie też mają prawo do smutku, złości, tęsknoty i mogą mieć coś komuś za złe. Tym bardziej, że widać na początku filmu jak bardzo zżyta jest z ojcem.
@yoyoyoy1 bardziej bym powiedział, że to kobieta która wie że ojciec poleciał ratować ludzkość, ale obiecał że wróci jak będą w tym samym wieku i ona żyła tyle lat z nadzieją że właśnie tego momentu dożyje, tymczasem to nastało i ojciec nie wrócił
@yoyoyoy1 wnioskuję że sam jesteś nieogarniętym emocjonalnie dzieciakiem? Dziewczynka została zostawiona przez najbliższą, najbardziej ukochaną osobę na świcie, która w tym czasie znaczyła dla niej więcej niż cały świat. Dorastała z tą myślą, pielęgnowała nadzieję które potem się przekształciło w rozgoryczenie. Patrzyła jak świat umiera tak czy inaczej, a ojca nie ma. Ani ojca, ani świata. Ale nie straciła wiary w niego. Nienawidziła go za to, że ją zostawił, że poświęcił jej dzieciństwo dla czegoś co i tak nie przyniosło efektów ale kontynuowała jego dzieło. To jest akurat bardzo ludzkie.
Star Wars ostatnia trylogia... była ogólnie zła. Nie znajduję nic, co broniłoby tych filmów. Jedynie nostalgia została... no i zrujnowane uniwersum... EDIT: Ale od Interstellar to się proszę odwalić. Nie "miłość" nieuku, tylko "grawitacja" (i chyba mówili o pięciowymiarowym świecie).
edytowano: 4 lata temu@pokajczon mnie się w ogóle interstellar w ogóle nie podobał i nie rozumiem fenomenu tego filmu. Jakby nie mogli zbudować szklarni bo piasek im uprawy zabija. No serio?
@uszyoczynos to musiałaby być zajebiście duża szklarnia... a tak serio, to szklarnia nie uchroni przed zarazą albo degradowaniem DNA roślin. Dali akurat przykład pustynnienia planety, obumierania roślin, a co za tym idzie braku żywności. Nie to było motywem przewodnim filmu. Chodziło o to, że w końcu będziemy musieli opuścić naszą planetę i być może właśnie szukać rozwiązań związanych z grawitacją i podróżami w daleki kosmos :) Fakt - trochę bajka, ale świetnie nakręcona. Ja się na filmie wzruszyłem.
@pokajczon chyba łatwiej jest modyfikować dna roślin niż zbudować teleportujący sie statek nie? Jedno już z resztą mamy
@uszyoczynos nie. Już w tym momencie ostrzegają przed jałowieniem i zmianami klimatu co sprawi, ze uprawa roślin i hodowla będzie wymagała corz więcej nakładów. W Interstellarze przekroczyli punkt, kiedy zbudowanie statku wychodziło taniej i dawało większe szanse niż próba ogarnięcia umierającej planety przez Bożej nieokreślony czas, póki nie zabraknie surowców. Jeszcze tam parę innych przyczyn było ale to tak w uproszczeniu.
@pokajczon ino, że nie wyjaśnili jednej rzeczy: skoro jedynym sposobem dla ludzi na przeżycie było opuszczenie Ziemi, a jedynym sposobem na opuszczenie Ziemi było skorzystanie z wormhola zbudowanego przez... ludzi z przyszłości, to jakim cudem ludzie opuścili Ziemię po raz pierwszy, by zbudować ten wormhol?
Zgodzę się z Wonder Woman, mogli zostawić to tak, że Diana zorientowała się, że to nie jakiś mityczny bóg śmierci był przyczyną wojny tylko po prostu ludzie są zjebani i nie ma na to rady a tak to końcówka zniszczyła naprawdę dobry film
@takiloginjuzwystepuje już nie mówiąc o tym, że Pan Ciapajda do tej roli pasował jak ch*j do oka. Ale fakt, niezależnie od obsady sama obecność Aresa zabija coś, co - jak się wydawało - będzie przesłaniem filmu. Że ludzie na wysokich stanowiskach dla własnych zysków dążą do wojny, a małe żuczki dają się prowokować do nienawiści i pozwalają sobie przez propagandę wmówić, że giną dla jakiejs ważnej sprawy, a nie kabzy pana w gajerze. To naprawdę miało szanse zadziałać i dla Wonder Woman byłby to moment formujący, ważny dla rozwoju postaci typu "dałam sobie wmówić jakieś pierdoły, a tak naprawdę świat jest dużo bardziej skomplikowany, niż myślałam". Ale nie, jebnijmy boga, bo to film o bogach.
@koparkaapokalipsy Nie dość, że wprowadzenie Aresa zniszczyło ciekawe przesłanie filmu, to jeszcze cała ta końcówka ma w sobie masę sprzeczności. Niby było powiedziane, że Ares nie steruje ludźmi jak marionetkami, tylko po prostu podrzuca im do głowy różne pomysły. Jest po prostu kusicielem, a ludzie wciąż mają wolną wolę. Ale z drugiej strony, jak tylko zostaje zabity to żołnierze z przeciwnych stron nagle zaczynają się do siebie tulić, więc jednak musieli być pod jakimś czarem. A skoro za I. wojnę światową odpowiadały czary Aresa, to jakim cudem dwadzieścia lat po jego śmierci była jeszcze gorsza wojna niż poprzednia? Bez Aresa ludzie zdolni są do gorszych czynów, niż z Aresem? Nie ma to absolutnie żadnego sensu. Wygląda na to, że twórcy chcieli zjeść ciastko i mieć ciastko- jednocześnie przemycić przesłanie, że ludzie są źli z natury i jednocześnie mieć finalną nawalankę z bossem, nie przejmując się zupełnie, że jedno się z drugim nie klei.
edytowano: 4 lata temu@gabriel-brzezinski cholera, zapomniałam o tym. Całość była zrobiona trochę na zasadzie "dajmy dużo wybuchów i darcia japy, to ludzie będą tak oszołomieni, że nic nie zauważą"